Tu zaczął się ArtFond. Od tego czasu idea urosła: strona ma pracować dla ciebie, a nie ci ciążyć.
Jestem programistą. Lata temu zrobiłem stronę swojej żonie — jest artystką i potrzebowała jednego miejsca, do którego mogła wysłać kuratora jednym linkiem. Bez folderów, bez PDF-ów po 40 MB.
Wyszła piękna. Dwa lata później była martwa — nie dlatego, że coś się zepsuło, ale dlatego, że aktualizować mogła ją tylko jedna osoba. Ja. Każda nowa praca, każda zmiana ceny, każda wystawa przechodziły przeze mnie. A kiedy brakowało mi czasu, stronie brakowało życia.
Potem usłyszałem to od innych artystów, niemal słowo w słowo: „Ktoś kiedyś zrobił mi stronę — a teraz zniknął, i nie mogę nawet podmienić zdjęcia.” Strona, która trzyma się na jednej osobie, ma datę ważności.
Dlatego zrobiłem ArtFond. Idea od pierwszego dnia była prosta: strona artysty nie powinna zależeć od tego, kto ją zrobił.
Technika jest po naszej stronie — na zawsze. Domena, hosting, bezpieczeństwo, aktualizacje: nasza sprawa, nie twoja. I twoja strona nigdy się nie starzeje — trzymamy ją aktualną, dodajemy nowe rzeczy, a ty nie musisz o tym myśleć. Zostaje ci jedno, o co w tym wszystkim chodziło: tworzenie.
Nie jesteśmy kreatorem stron. Kreator daje ci pustą kartkę i zostawia z nią samego. My dajemy szkielet, w którym ciężar techniczny i zawodowy jest już zdjęty — portfolio, sprzedaż, widoczność w Google, katalogi, certyfikaty. Wszystko, co inaczej musiałbyś sklecić z dziesięciu narzędzi i jednego znajomego programisty.
I to jest twoje — naprawdę. Na cudzej platformie konto może zniknąć z dnia na dzień, a z nim wszystko, co tam zbudowałeś. Tu nie. Domena jest twoja, do zabrania, kiedy chcesz; cały twój dorobek, wraz z opisami, wyeksportujesz do pełnego katalogu w kilka kliknięć. Nigdy nie jesteś zamknięty — w dniu, w którym zechcesz odejść, odchodzisz z domeną i wszystkim, co na niej jest, gotowy zacząć gdzie indziej.